Źródło: Pixabay
Bardzo późne dobry wieczór.
Dzisiaj będzie krótko i szybko, ponieważ chcę zdążyć z postem przed północą, aby podtrzymać passę codziennego pisania. A już jest grubo po 23, więc dużo czasu mi nie zostało.
Głęboko spałam i choć miałam wstać rano, aby korzystać z dnia to wysrałam się na to i przeleżałam cały dzień w łóżku. Mam jakiś głęboki kryzys, z którego nie potrafię się dźwignąć, a najlepsze lekarstwo to schowanie się pod kołdrą albo leżenie i gapienie się w sufit. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale bardzo mnie to niepokoi, tym bardziej, że trwa to już od kilku ładnych dni.
Jak już w końcu wstałam to pojechałam do brata zająć się chrześniakiem, aby oni mogli iść na imprezę. Młody jest chory dlatego nie nadawał do wyjścia z nimi. Obejrzeliśmy kilka bajek, pograliśmy w gry [nawet w warcaby!] i było fajnie. Potem przyszli rodzice, utulili do snu, a ja siedziałam i rozmawiałam z mamą. Czas zleciał jak szalony i w końcu wracałyśmy do domu.
Po wszystkim zajechałam jeszcze zatankować furę, bo dostałam od taty stówę na paliwo, więc na jakiś czas będzie.
Po powrocie do domu nie mam już na nic siły, a jeszcze czeka mnie zaraz spacer z psem. Czuję, że to będzie szybka rundka. Plan na jutro zakłada pobudkę o wczesnej godzinie, aby korzystać z dnia, ale jak wyjdzie to zobaczymy.
Do jutra.